Miasto jest w Wielgipolszcze ku słońca zachodu, starożytne i piękne, od nieznanych owych jeszcze snadź założone potomków lechowych. Stądże lubo z początków małych róść poczęło, w tę, którą dziś widzimy, możność się zawzięło. Samuel ze Skrzypny Twardowski
Jakiś czas temu na tym blogu
przedstawione zostały plany dotyczące powstania kilku wieżowców na terenie Poznania.
Jeden z nich – Poznań Forum Project - był już szerzej opisany. Dziś pora na
następne: Wechta Tower oraz Andersia Silver. W zaszłym tygodniu na targach w
Cannes zaprezentowane zostały wstępne projekty tychże budynków.
Przypomnę tylko, że Wechta Tower,
który najprawdopodobniej oficjalnie nazywać się będzie Koroną, zaprojektowany
zostanie przez słynnego amerykańskiego architekta polskiego pochodzenia Daniela
Libeskinda. Dokładna wysokość budynku nie jest jeszcze znana, cały czas trwają
negocjacje z Urzędem Lotnictwa Cywilnego. Gazeta Wyborcza podała, że wieżowiec
będzie miał 105 metrów.
Bardzo prawdopodobna jest jednak wersja z budynkiem wznoszącym się na 118 metrów. Wewnątrz
znajdować się będą przede wszystkim luksusowe apartamenty. Kilka dolnych
kondygnacji zajmą również lokale usługowe. Wieżowiec stanie przy alei
Niepodległości, na wolnej działce obok budynku Dyrekcji PKP. Wechta/ Korona Tower:
Drugi z budynków to Andersia
Silver. Stanie obok innych poznańskich wieżowców: Poznańskiego Centrum
Finansowego oraz Andersi Tower. Zaprojektuje go pracownia małżeństwa Sipińskich.
Budynek wznosił się będzie na wysokość 116 metrów i będzie
zdecydowanie górował nad sąsiadującymi budynkami. Jak widać na renderach,
przedstawiona została bardzo wstępna koncepcja i nie można na razie za wiele
powiedzieć o architekturze budynku. Warto jednak zwrócić uwagę na wgłębienie
(prześwit?) znajdujący się w środkowej części konstrukcji. Powierzchnia użytkowa
wieżowca przeznaczona zostanie w głównej mierze na biura. Ukończenie inwestycji
przewidziane jest na 2012 rok. Andersia Silver:
Nie byłbym sobą, gdybym nie
znalazł łyżki dziegciu w beczce miodu. Krytyce porzucania dobra wspólnego, jakim jest ład przestrzenny,
w kontekście ostatnich planowanych inwestycji poświęcony będzie następny wpis.
To już definitywnie ostatnia
część rozważań dotyczących afery Kulczykparku. Chyba wystarczająco dużo zostało
już tutaj napisane. Dzisiaj dołączę do tego jeszcze kilka pytań, tak dla
zasiania pewnego fermentu, zastanowienia na całą sprawą, aby choć na chwilę
odejść od schematów myślenia proponowanych nam przez media.
Całe zamieszanie wokół działki
pod nowe skrzydło Starego Browaru jest zdecydowanie bardziej skomplikowane niż
niektórym, a w szczególności przeciwnikom Prezydenta Grobelnego, się wydaje. Zacznę
może od tego, że sprawę można rozważać na wielu różnych płaszczyznach. Dla mnie
najważniejsze zdaje się być spojrzenie na aferę z perspektywy prawa oraz – a
może przede wszystkim – miasta Poznania.
To pierwsze wydaje się być w
miarę czytelne i nie wymaga komentarza – była wina, jest więc kara. Kluczowe w
moim mniemaniu jest natomiast pytanie, czy oskarżeni otrzymali coś w zamian? Czy
skorzystali na wydaniu błędnej opinii? Jeśli tak to zasługują na publiczne
potępienie (przywiązanie do pręgierza?). Nie ma bowiem niczego gorszego niż
wysługiwanie się uprzywilejowanym charakterem zajmowanego stanowiska dla
własnego interesu.
Trzeba, na szczęście, podkreślić,
że prokurator nawet nie wnosił takiego oskarżenia. Nie ma żadnych dowodów na
działalność korupcyjną miejskich oficjeli. W takim razie należy zadać kolejne
pytanie: w jakim celu wydano błędną ekspertyzę? Idealistyczne spojrzenie na
świat podpowiada, że kierowała nimi korzyść miasta. Chcąc działać w dobrym
interesie Poznania, ułatwili spółce Fortis działalność, eliminując tym samym
ewentualnych innych potencjalnych inwestorów, których plany nie mogłyby się
równać do Starego Browaru. Jest to bardzo naiwne spojrzenie, ale jeśli byłoby
prawdą kupiłbym je i w pełni zrehabilitował skazanych. Działalność dla interesu
miasta nawet jeśli wiązałoby się to ze złamaniem prawa. Szlachetne. Choć
niektórzy uznają to za niemoralne.
Wydaje się, że całość można było
rozegrać inaczej. Sprzedaż ziemi, nawet po niższej cenie nie wiązałaby się z
oskarżeniem o niegospodarność. W sprawie Kupca Poznańskiego, sąd uzasadniając
uniewinnienie tłumaczył, iż postępowano zgodnie z dobrem miasta, a samo miasto
nie ma obowiązku „maksymalizowania zysków”. Dlaczego w takim razie nie
zastosowano podobnego, wypróbowanego wcześniej schematu?
Wielu ludzi powołuje się na koneksje
polityczno-towarzyskie Ryszarda Grobelnego z Państwem Kulczyków. Niewątpliwie jest to
jakieś tłumaczenie sprawy. W takiej sytuacji zastanawiające jest jednak,
dlaczego skazani urzędnicy podporządkowali się prezydentowi, zwłaszcza w
kontekście sprawy sądowej. Przecież, gdyby któryś z urzędników nagle zaczął „sypać”,
wiązałoby się to z jego uniewinnieniem i oczyszczeniem, a już przynajmniej ze
złagodzeniem wyroku. Dlaczego w takim razie nikt tego nie zrobił?
Oficjalna wersja zdarzeń też jest
bardzo wątpliwa. Czy jest możliwe, aby profesjonalni urzędnicy popełniali tak
proste błędy? Przeznaczenie gruntów to nie jest wiedza tajemna, którą się stopniowo
poznaje. Dlatego też nie trafiają do mnie argumenty Prezydenta Grobelnego,
który mówi że „przy ówczesnym stanie wiedzy nic bym nie zmienił w swoich
decyzjach”. Jak to możliwe, że opinia miejskiego konserwatora zabytków przed i
po przetargu była diametralnie różna? Dlaczego w takim razie i on nie znalazł
się na ławie oskarżonych?
Takich pytań można zadać wiele. Właściwie
każdą hipotezę można obalić kilkoma prostymi pytaniami. Jak było naprawdę? Czy
kiedyś poznamy prawdziwą pełną wersję tamtych wydarzeń?
Poprzedni artykuł poświęcony został
jak najdokładniejszemu przybliżeniu większości faktów związanych z aferą
Kulczykparku. Dziś pora na kolejną cześć: gdzie leży prawda? Postaram się
wypisać kontrowersje oraz nieścisłości jakie wiążą się z tą sprawą. Przedstawię
też trzy różne wersje wydarzeń związanych z nowym skrzydłem Starego Browaru.
Podstawowe pytanie brzmi: co dało
Kulczykom zaoszczędzenie 6 mln złotych? Jak w poprzednim artykule zostało
zaznaczone, druga część Starego Browaru kosztowała ok. 60 mln euro, co w
przeliczeniu na złotówki wynosi ok. 250 mln. Dodając do tego, że pierwszy etap
inwestycji pochłonął mniej więcej tyle samo, wyjdzie iż na cały kompleks
Starego Browaru Jan Kulczyk wyłożył ponad 500 milionów złotych. To gigantyczna
kwota. Czym w takim razie jest przy tym owe 6 mln zł? Czy jest to kwota, dla
której warto było ryzykować rozpętanie afery? Pytania na razie pozostaną bez
odpowiedzi.
Kolejna kwestia to linia obrony
Ryszarda Grobelnego. Uważam, że jest ona co najmniej niespójna. Z jednej strony
Prezydent broni się błędem urzędników, z drugiej zaś podkreśla, iż inwestycja
okazała się sukcesem i miasto na niej skorzystało. Co prawda te dwa
stwierdzenia wcale nie muszą się wykluczać, ale w ten sposób obrona Grobelnego
staje się nieczytelna.
Z poprzedniego artykułu znane są
fakty dotyczące Kulczykparku. Starałem się je tak formułować, by uniknąć opisu
intencji działających osób (wyłączając raport Komisji Rewizyjnej Rady Miasta,
który został szerzej przedstawiony, łącznie z ustaleniami). Teraz zaprezentuje
kilka, możliwych według mnie, scenariuszy tamtych wydarzeń. Zakładam, że spółka
Fortis wiedziała, że teren który licytują jest przeznaczony pod inwestycję, a
nie jak podano w ogłoszeniu przetargowym pod zieleń miejską. Warto do tego
dodać, że przed samym przetargiem spółka ujawniła plany dotyczące działek,
które zakładały powstanie zamykanego na noc parku, z dużym placem zabaw oraz
ozdobną zielenią. Plany te zmieniły się po zaraz po przetargu. Z punktu
widzenia Urzędu Miasta nie miało to jednak żadnego znaczenia.
Wersja optymistyczna. Zgodnie z
tą hipotezą błąd popełnił urzędnik na samym początku procesu przygotowującego
przetarg. Reszta urzędników, bo przecież proces ten przechodzi przez kilka
szczebli, w ciemno przepisywała i akceptowała początkowe ustalenia. W takiej
sytuacji faktycznie wina leży po ich stronie. Pierwszy odpowiedziałby za błąd,
a reszta za niedopełnienie obowiązków. Ciężko w tym wypadku mieć pretensje do
Ryszarda Grobelnego. Prezydent co prawda odpowiada za proces przetargu,
formalnie to on go ogłasza, ale trudno przecież by kontrolował wszystkie
poczynania swoich podwładnych. Czy łatwo o błąd w odczytywaniu
przeznaczenia gruntu? Wydaje się, że nie. Co prawda nie znam ówczesnych realiów
prawnych (obowiązywała jeszcze wtedy stara ustawa o planowaniu i
zagospodarowaniu przestrzennym, nowa została uchwalona przez Sejm RP 27 marca
2003 roku), niemniej jednak nie wydaje się, żeby urzędnik zaznajomiony ze
swoimi obowiązkami, nie będący nowicjuszem na swoim stanowisku popełnił tak
podstawowy błąd. Należałoby również zadać pytanie, skąd Jan Kulczyk znał
prawdziwe przeznaczenie ziemi? Dlaczego miał o tym większe pojęcie od miejskich
urzędników?
Wersja pesymistyczna. Proces
sprzedaży gruntu od początku był ustawiony pod spółkę Fortis. Ktoś (może sam
Grobelny?) nadzorował postępowanie przetargowe, tak by nie skrzywdzić Kulczyków
i żeby nikt inny nie odważył się zakupić tej ziemi. Stąd, przedstawienie oferty
jako teren zielony i stąd też paradoksalnie obniżenie ceny, dzięki czemu można
było odnieść wrażenie, że teren faktycznie nie jest zbyt atrakcyjny. To
wyjaśniałoby co dało Kulczykowi obniżenie ceny o słynne 6 milionów.
Uwiarygodniło przedstawienie działki jako park, a tym samym zniechęciło innych
potencjalnych inwestorów. Idąc dalej w teorię spisku, można stwierdzić, że
późniejsze blokowanie przez Grobelnego wydania decyzji o warunkach zabudowy
działki miało służyć uwiarygodnieniu niewinnej i neutralnej roli Prezydenta
Miasta Poznania. Podstawowe pytanie brzmi jednak, dlaczego przedstawiciele Urzędu
Miasta mieliby wspierać dążenia Kulczyków? Co nimi kierowało? Czy faktycznie
była to dbałość o interes miasta?
Wersja pośrednia. Trzecia teoria,
będąca właściwie syntezą dwóch poprzednich. Zakłada przeplatanie się celowości
i przypadku. Być może faktycznie błąd popełnili urzędnicy, a w późniejszym etapie
władza nie chciała już utrudniać i komplikować znacząco sytuacji i zezwoliła na
rozbudowę Starego Browaru. Możliwe jest również, że sytuacja była jeszcze
bardziej zagmatwana i tak naprawdę nie znamy wszystkich szczegółów.
Niewątpliwie przedstawione
powyżej wersje wydarzeń są jedynie hipotezami. Dwie pierwsze zakładają, że cała
sprawa była albo biała albo czarna. Trzecia dopuszcza szarość. Wielce
prawdopodobne, że prawda jest jeszcze inna. Z całą pewnością sąd dysponował większą
wiedzą, ale nie znaczy to oczywiście, że musi tym samym być nieomylny. Wydaje
się jednak, że w poznaniu prawdziwej wersji zdarzeń przeszkadza nie do końca
szczera postawa każdej ze stron. Być może, gdyby powiedzieli jak było naprawdę,
nawet jeśli wiązałoby się to z przyznaniem do czynów niezgodnych z prawem,
łatwiej byłoby zrozumieć, czy nawet wytłumaczyć ich postępowanie. Bo przecież,
co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości, powstanie Starego Browaru było jedną
z najlepszych rzeczy jakie przytrafiły się Poznaniowi w ciągu wszystkich kadencji
Ryszarda Grobelnego.
Wśrodę
Prezydent Miasta Poznania Ryszard Grobelny wyrokiem Sądu Okręgowego został
uznany za winnego niedopełnienia swoich obowiązków oraz narażenia Miasta
Poznania na stratę w wysokości 7 milionów złotych. Sąd skazał Prezydenta na 16
miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, 14 tys. zł grzywny i
zakaz pracy na stanowiskach związanych z zarządzaniem majątkiem komunalnym na 4
lata. Wyrok nie jest prawomocny.
Z całą
pewnością jest to najważniejsza wiadomość tego tygodnia. Wiele zostało już
powiedziane zarówno o samym wyroku, jak i o jego ewentualnych następstwach.
Pojawiły się także pierwsze dyskusje miedzy obrońcami a oskarżycielami Ryszarda
Grobelnego. Zdaje się, że na to ostatnie będzie jeszcze wystarczająco dużo
czasu w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Dlatego też, na tym etapie
postanowiłem jak najdokładniej przybliżyć wszystkie wydarzenia związane ze
sprawą tzw. „Kulczykparku”.
Za początek realizacji
koncepcji Starego Browaru należy uznać 1998 rok. Wtedy też, spółka Fortis
należąca do Grażyny Kulczyk zakupiła tereny nieczynnego Browaru od firmy Lech
Browary Wielkopolskie. W ciągu kilku lat zrujnowane budynki fabryczne zostały
uporządkowane. W 2002 roku rozpoczęła się budowa I części Starego Browaru,
zwanej Atrium (od ulicy Półwiejskiej). Trzeba jasno zaznaczyć, że ten etap
inwestycji nie budzi żadnych kontrowersji.
W tym samym
roku zaczęto mówić o zainteresowaniu Kulczyków terenami przy ulicy Kościuszki.
W tamtym okresie był tam nieciekawy i zaniedbany Park im gen. Jana Henryka
Dąbrowskiego. Tymczasem w październiku 2002 roku Prezydent Grobelny ogłosił
przetarg na wspomnianą działkę o wielkości 1,5 ha (a ściślej mówiąc
dwie mniejsze działki sąsiadujące ze sobą), wyraźnie zaznaczając o jej zielonym
charakterze i o ograniczonej możliwości zabudowy (dopuszczano muszlę
koncertową, bądź plenerową restaurację). Cena wywoławcza została ustalona na
poziomie przekraczającym 9 mln złotych. Okazało się, że to i tak za dużo i na
pierwszy przetarg nikt się nie zgłosił, w związku z czym cena została obniżona
do 6 mln zł. Kilkanaście dni przed terminem drugiego przetargu do Prezydenta
Grobelnego i do Przewodniczącego Rady Miasta (wówczas był nim Przemysław Alexandrowicz)
doszedł list, napisany przez byłego wiceprezydenta Jacka Maya. Apelował w nim,
by prezydent zrezygnował ze sprzedaży tej ziemi, ponieważ nie przyniesie to
miastu spodziewanych korzyści. Mimo tych uwag, w drugim przetargu (koniec
grudnia 2002 roku) teren po cenie wywoławczej zlicytowała spółka Fortis. Nieco
ponad pół roku później 10 czerwca ta sama spółka złożyła wniosek o wydanie
warunków zabudowy działki. W tamtym okresie wchodziła w życie Ustawa o
planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym z dnia 27 marca 2003 roku, która w
znaczący sposób komplikowała wznoszenie obiektów handlowych o dużej
powierzchni. Utrudnienia nie dotyczyły jednak miejsc wcześniej zatwierdzonych
przez samorząd lokalny. W takim projekcie uchwały, przygotowanej przez Radę
Miasta nie było jednak terenów Parku Dąbrowskiego. 1 lipcamiejscy urzędnicy zaproponowali by dodać ten
teren do przygotowywanej poprawki, a 10 lipca Rada Miasta na specjalnym
posiedzeniu przegłosowała przyjęcie projektu do studium w pełnym wymiarze.
Ze zrozumiałych
względów wartość działki „pod inwestycję” była wyższa niż działki - parku.
Sprawą zainteresowała się Najwyższa Izba Kontroli, która doszukała się
naruszenia zasad rzetelności i gospodarności ze strony urzędników. Powołany
biegły wycenił teren na 15,5 mln złotych. NIK skierował sprawę do prokuratury,
której to z kolei biegły oszacował wartość gruntu na 13 mln zł i ta też kwota
znalazła się w późniejszym pozwie sądowym.Wyjaśnienie afery zapowiedziała też Komisja Rewizyjna Rady Miasta
Poznania. Warto dla porównania wspomnieć o działce nieco mniejszej bo o
wielkości 1 ha
znajdującej się po drugiej stronie ulicy Kościuszki, na której stanął wieżowiec
Andersia Tower. Wnosząc w aporcie ziemię do spółki z inwestorem, miasta
wyceniło w marcu 2002 roku działkę na 22 mln złotych.
Otwarcie
pierwszej części Starego Browaru odbyło się 5 listopada 2003 roku. Inwestycja
okazała się ogromnym sukcesem. Popularność miejsca oraz przychylne komentarze
sprawiły, że coraz głośniej Grażyna Kulczyk zaczęła wspominać o rozbudowie
Browaru.
Chronologia, której postanowiłem
się bezwzględnie trzymać, sprawia, że muszę po raz kolejny zmienić temat i
ponownie zająć się terenami, o których warunki zabudowy zwróciła się spółka
Fortis. Odpowiedź ze strony Urzędu Miasta nie napływała przez wiele miesięcy.
Dopiero 5 stycznia następnego roku (2004 r.) Prezydent ogłosił, iż… wstrzymuje
wydanie decyzji o warunkach zabudowy drugiego skrzydła Starego Browaru. Spółka
Fortis zaskarżyła odpowiedź Prezydenta sugerując, że pojawiła się ona zbyt
późno. Zebrana w tej sprawie Samorządowa Komisja Odwoławcza 7 kwietnia
przyznała spółce rację i uchyliła postanowienie Prezydenta Grobelnego. Prezydent
miał miesiąc na ponowne rozpatrzenie sprawy. Pod koniec kwietnia Ryszard
Grobelny zadecydował… zawiesić na rok wydanie decyzji w sprawie warunków
zabudowy. To, jak i poprzednie swoje postanowienie argumentował toczącymi się
pracami nad Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego.
Pora wrócić do Komisji Rewizyjnej
i jej prac. 15 maja 2004 r. ogłoszono raport, który miał wyjaśnić wszystkie
nieprawidłowości i wskazać ewentualnych winnych. Oto co udało się radnym
ustalić. Miejski konserwator zabytków oraz Wydział Urbanistyki i Architektury
dowolnie i niewłaściwie interpretowali zapisy studium uwarunkowań i kierunków
zagospodarowania przestrzennego miasta. Następnie błąd ten powielił Geopoz
odpowiedzialny za przygotowywanie postępowania przetargowego. Uznając, za
interpretacją miejskiego konserwatora zabytków i WUiA, że sporny teren jest
przeznaczony pod zieleń miejską, Geopoz w sposób nieprawidłowy sformułował ogłoszenie
przetargowe. Temu kryterium została podporządkowana wycena działki – stąd też
tak niska cena. Biegły rzeczoznawca majątkowy nie wziął pod uwagę zapisów
planistycznych. Wszyscy popełniali ten sam błąd. Łącznie z Zarządem Miasta,
który bezkrytycznie przyjął stanowisko urzędników i ogłosił na tej podstawie w
takiej a nie innej postaci postępowanie przetargowe. Błąd wytknięty został
także Prezydentowi, który według Komisji Rewizyjnej o zbyt dużo obniżył cenę
wywoławczą po pierwszym nierozstrzygniętym przetargu.
Po niecałym roku
od zawieszenia decyzji przez Ryszarda Grobelnego Wydział Urbanistyki i
Architektury Urzędu Miasta wydał decyzję o rozbudowie II części Starego Browaru
(23 marca 2005 roku). Sama budowa rozpoczęła się w maju. Otwarcie nowego
skrzydła Starego Browaru (Pasaż) miało miejsce 11 marca 2007 roku. Koszt
inwestycji na terenie „Kulczykparku” wyniósł około 65 milionów euro (czyli ok. 260
mln zł). Mniej więcej tyle samo wydał inwestor na pierwszą cześć – Atrium. Cały
kompleks Starego Browaru odprowadza rocznie około 1 mln złotych podatku. Oprócz
tego, spółka Fortis wspomogła miasto kwotą 13,8 mln złotych na przebudowę ulicy
Kościuszki, będącej dojazdem do Starego Browaru.
W czerwcu 2006 roku Prokuratura
Okręgowa w Zielonej Górze skierowała akt oskarżenia przeciwko Ryszardowi
Grobelnemu oraz czterem innym urzędnikom poznańskiego magistratu. 5 marca 2008
roku cała piątka została uznana za winnych nieprawidłowości. Przysługuje im możliwość
apelacji.
Myślę, że mało osób zdaje sobie sprawę z faktu, iż jeden z pierwszych hołdów pruskich miał miejsce w Poznaniu.
Było to 29 maja 1493 roku na Zamku Królewskim w Poznaniu. Na dowód niech posłuży ta oto tablica, która na pamiątkę tamych wydarzeń została powieszona na ścianach Zamku na Górze Przemysława.
W poniedziałek odbędzie się
licytacja jednej z najatrakcyjniejszych działek w mieście. Miejsce zajmowane
dziś przez starą, zabytkową zajezdnię tramwajową władze miasta rozreklamowały na
międzynarodowych targach inwestycyjnych m.in. w Cannes. Wiadomo już, że
zgłosiło się na razie trzech inwestorów. Cena wywoławcza to 75 mln złotych.
Sprzedaż zajezdni wywołała falę
protestów, co ostatnimi czasy w Poznaniu staje się normą. Mieszkańcy Poznania
wspierani przez „niezawodne” stowarzyszenie „My Poznaniacy” domagają się
powstania w tym miejscu ogólnodostępnego parku. Oczywiście niemożliwe jest, aby
na tak drogim terenie powstał tego typu obiekt. Nie powstanie też tu zwykły market,
czego również mieszkańcy tej dzielnicy się obawiają. Miejscowy plan
zagospodarowania terenu zakłada powstanie tutaj centrum handlowego, mieszkań,
punktów usługowych oraz hotelu. Moim zdaniem jest to ciekawa idea, która ma
szansę niezwykle pozytywnie wpłynąć na okolicę, stać się motorem rewitalizacji
dzielnicy.
Lech Mergler ze stowarzyszenie „My
Poznaniacy” straszy tymczasem zniszczeniem Jeżyc: „Sprzedaż tej działki to
ograbianie Jeżyc. Powstanie centrum handlowego oznacza degradację dzielnicy,
upadek kamienic, bezrobocie”. Nie ma chyba sensu pochylać się nad powyższymi
słowami, w ostatnim zdaniu poprzedniego akapitu przedstawiłem zgoła odmienne
zdanie. Żałuję jednak, że cały czas przedstawiciele tego stowarzyszenie
wypowiadają się niejako w imieniu całej społeczności Poznania. Może potrzeba w
naszym mieście jakieś innej organizacji, która przedstawiałaby mniej „zieloną” wizję
Poznania, a przez to stała się w naturalny sposób przeciwwaga dla
stowarzyszenia „My Poznaniacy” wywodzącego się w głównej mierze ze środowisk
związanych z partią Zieloni2004. Być może taką organizacją mogłoby być działające
już od 2 lat stowarzyszenie „Inwestycje dla Poznania” promujące dynamiczny
rozwój miasta? Jeśli mógłbym im coś doradzić, to myślę, że z korzyścią dla
miasta byłoby gdyby częściej zabierali głos w sprawach spornych, wchodząc
jednocześnie w polemikę z „My Poznaniacy”.
W zeszłym tygodniu miesięcznik "Inwestor" ujawnił wizualizacje najwyższego wieżowca w Poznaniu - Poznań Forum Project. Zapowiedź tego pojawiła się na poznan.blox.pl kilka tygodni temu. Najprawdopodobniej jest to również owa hiszpańska tajemica, o której na swoim blogu wspominał Prezydent Ryszard Grobelny.
Na razie nie wiadomo zbyt wiele o tym budynku. Wiąże się z nim wiele znaków zapytania. Konstrukcja ta ma wznosić się na 225 metrów nad poziom gruntu. Nie znana jest lokalizacja. Inwestor nie zakupił jeszcze ziemi. Mówi się, że mogłyby to być okolice Ronda Starołęka.
W takiej sytuacji powstanie budynku wydaje się mało prawdopodobne. Niemniej jednak o zaangażowaniu hiszpańskiego inwestora niech świadczy fakt, że stworzył już gotowy projekt.
Wszystkie zawarte tu informacje, w tym również wizualizacje pochodzą z miesięcznika Inwestor (serdecznie polecam!) oraz z forum skyscrapercity.com.
Na koniec kilka słów komentarza. Budynek nad wyraz oryginalny. Coraz bardziej się do niego przekonuję. Martwi mnie jednak lokalizacja. Wieżowiec powinien stanać jak najbliżej Wolnych Torów. Tylko tam możliwe jest bowiem powstanie "city", a więc innych wysokościowców. Na Starołęce Poznań Forum Project będzie wyłącznie "kikutem" wystającym z morza niskiej zabudowy, szpecąc panoramę miasta.
Od kilku tygodni poznańska
redakcja Gazety Wyborczej prowadzi konkurs na najlepszy budynek, który powstał
w Poznaniu w 2007 roku.
Niemal codziennie przedstawiane były
kolejne propozycje budynków, które kandydują do tego zaszczytnego miana. Prezentacja
kandydatów właśnie się zakończyła. Termin zgłaszania budynków upłynął w
niedziele. Zwycięzcę poznamy za dwa tygodnie, wcześniej bo już w tym tygodniu
powinna ukazać się lista „finalistów”, czyli konstrukcji wyłonionych przez
ekspertów GW spośród wszystkich zgłoszonych propozycji.
Prezentacja zaczęła się bardzo
ambitnie. Były to głośne inwestycje, rzucające się w oczy, a więc: Stary Browar
– Pasaż, Andersia Tower… hmm no i to właściwie wszystko. Następnie mogliśmy
jeszcze obejrzeć Most na Cybinie (stare przęsło Mostu św. Rocha), czy kontrowersyjny
Dworzec Autobusowy na osiedlu Sobieskiego. Dalej oglądaliśmy już niemal
wyłącznie zwykłe bloki mieszkalne, a w ostatnim tygodniu domki jednorodzinne.
Tego typu konkursy ukazują, ile i
jak budowało się w minionym roku w mieście. Niestety to podsumowanie jest
porażające. Ciężko w ponad pół milionowy mieście wyróżniać pojedyncze domki
jednorodzinne, nawet jeśli są one nad wyraz ciekawe. Zdaje się, że kandydat do
zwycięstwa jest jeden. Mam na myśli oczywiście Stary Browar. Choć i tutaj można
włożyć łyżkę dziegciu do beczki miodu.
W powszechnej opinii, nowe skrzydło nie jest już tak efektowne jak pierwsza
część - Atrium. Być może jest to efekt opatrzenia, może zbyt wysokich
oczekiwań, niemniej jednak wiele osób (w tym również ja sam) w pierwszym
odruchu była rozczarowana nową częścią. Poniżej oczekiwań plasuje się również
Andersia Tower, która zdaje się być za ciężka w formie jak na swoją wysokość.
W 2007 roku w Poznaniu, nie
licząc Starego Browaru, powstało mało dobrej architektury. Niestety 2008 rok
nie przyniesie zbyt wielu zmian. Inwestycje, o których głośno teraz w mieście,
powstaną dopiero za klika lat. Przedstawiony przeze mnie na zdjęciu dePTAK,
którego budowa właśnie się rozpoczyna, otwarty zostanie pod koniec 2009 roku. Wtedy
też najprawdopodobniej rozpocznie się maraton kończenia wielu ciekawych inwestycji.
Będzie przynajmniej z czego wybierać. Na razie pozostaje nam ekscytować
się informacjami o kolejnych budynkach (nierzadko bardzo wysokich :)
), których powstanie ogłaszać będą inwestorzy. Natomiast Gazecie Wyborczej
radziłbym przyznanie tylko jeden nagrody – Staremu Browarowi za całokształt.
Post Scriptum do mojego ostatniego wpisu. Późna pora
sprawiła, że nie napisałem wszystkiego co chciałem.
Poniedziałkowa Gazeta Wyborcza
oraz wtorkowy Głos Wielkopolski podają, że „My Poznaniacy” nie składają boni i
nadal chcą walczyć z nowym studium. Teraz za cel stawiają sobie „nadzorowanie”
procesu tworzenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Mówią
także o sporządzeniu „krytycznej analizy antyekologicznej polityki
przestrzennej polskich miast na przykładzie Poznania”, którą zamierzają
rozpropagować w czasie konferencji klimatycznej OZN w Poznaniu. Dobitnie pokazuje
jacy to z nich prawdziwi poznaniacy. Chcą rzucać oszczerstwami w swoje miasto i
przedstawić je z jak najgorszej strony. Jak widać wcale nie zależy im na dobru
Poznania. Czyż bowiem prawdziwy poznaniak oczerniałby swoje miasto? Czy próbowałby
przedstawiać je w złym świetle wobec całego świata? Czy przypadkiem straty (ekonomiczne) tym
wywołane nie przeważą ewentualnych (ekologicznych) korzyści – zakładając że
nawet mają rację (choć nie mają). Zastanawia mnie zaciekłość w ich działaniach.
Co za tym tak naprawdę stoi? Jaki jest powód tych niemalże histerycznych
planów? Czy czasami dobro własne nie przesłania temu Państwu dobra całego
miasta?
Na sam koniec pozwolę sobie na
jeszcze jedną uwagę, tym razem w stronę władz miasta. Chodzi o tryb
uwzględniania uwag do studium, które składali mieszkańcy. Ustawodawstwo
nakazuje „wyłożenie” projektu studium (a także planu miejscowego), tak by każdy
obywatel mógł złożyć własne uwagi i opinie do niego. Następnie władze
rozpatrują owe uwagi i mogą aczkolwiek nie muszą uwzględnić je w projekcie. Prezydent
Poznania Ryszard Grobelny w debacie, która odbyła się w Gazecie Wyborczej
przyznał: „Do całego studium zgłoszono 1120 uwag. Z tego 186 uwzględniono w
całości, a 447 w części. Czyli tak naprawdę ponad połowa uwag została przez
prezydenta rozpatrzona pozytywnie”. Jakkolwiek szokująco by to nie zabrzmiało,
uważam, że przyjęcie tak licznych poprawek było błędem miasta. Przede wszystkim
należy przyjmować słuszne uwagi, które rzeczywiście wnoszą coś dobrego do
planu. Nie powinno być ich więcej niż kilkanaście procent ze wszystkich
złożonych opinii. W sytuacji takiej jaką mieliśmy obecnie, tworzą się konflikty
ponieważ pewne osoby są niezadowolone, że spośród tak wielu zaakceptowanych
uwag nie znalazły się ich własne. To też, jest jedną z przyczyn powstania
stowarzyszenie „My Poznaniacy”, o którym głośno zrobiło się właśnie po zakończeniu
tzw. konsultacji społecznych. Gdyby miasto przyjęło mniej uwag, ludzie
myśleliby „no tak, nie było szans na przyjęcie mojej poprawki, trudno”, a tak
ludzie zdają się mówić „była duża szansa na przyjęcie mojej poprawki; jest słuszna
jak mało która, to musi być pomyłka, może została przypadkowo pominięta? Trzeba
głośno o tym powiedzieć”. Brzmi to brutalnie, ale takie są socjologiczne realia
zarządzania miastem; jeszcze raz powtórzę: przyjęte powinny być tylko najbardziej
merytorycznie słuszne uwagi. Miasto chciało być za dobre dla swoich mieszkańców.
Dało im palec, a teraz mieszkańcy dobierając się do całej ręki.