Miasto jest w Wielgipolszcze ku słońca zachodu, starożytne i piękne, od nieznanych owych jeszcze snadź założone potomków lechowych. Stądże lubo z początków małych róść poczęło, w tę, którą dziś widzimy, możność się zawzięło. Samuel ze Skrzypny Twardowski
środa, 30 stycznia 2008
Post Scriptum: Studium

Post Scriptum do mojego ostatniego wpisu. Późna pora sprawiła, że nie napisałem wszystkiego co chciałem.

Poniedziałkowa Gazeta Wyborcza oraz wtorkowy Głos Wielkopolski podają, że „My Poznaniacy” nie składają boni i nadal chcą walczyć z nowym studium. Teraz za cel stawiają sobie „nadzorowanie” procesu tworzenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Mówią także o sporządzeniu „krytycznej analizy antyekologicznej polityki przestrzennej polskich miast na przykładzie Poznania”, którą zamierzają rozpropagować w czasie konferencji klimatycznej OZN w Poznaniu. Dobitnie pokazuje jacy to z nich prawdziwi poznaniacy. Chcą rzucać oszczerstwami w swoje miasto i przedstawić je z jak najgorszej strony. Jak widać wcale nie zależy im na dobru Poznania. Czyż bowiem prawdziwy poznaniak oczerniałby swoje miasto? Czy próbowałby przedstawiać je w złym świetle wobec całego świata?  Czy przypadkiem straty (ekonomiczne) tym wywołane nie przeważą ewentualnych (ekologicznych) korzyści – zakładając że nawet mają rację (choć nie mają). Zastanawia mnie zaciekłość w ich działaniach. Co za tym tak naprawdę stoi? Jaki jest powód tych niemalże histerycznych planów? Czy czasami dobro własne nie przesłania temu Państwu dobra całego miasta?

Na sam koniec pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę, tym razem w stronę władz miasta. Chodzi o tryb uwzględniania uwag do studium, które składali mieszkańcy. Ustawodawstwo nakazuje „wyłożenie” projektu studium (a także planu miejscowego), tak by każdy obywatel mógł złożyć własne uwagi i opinie do niego. Następnie władze rozpatrują owe uwagi i mogą aczkolwiek nie muszą uwzględnić je w projekcie. Prezydent Poznania Ryszard Grobelny w debacie, która odbyła się w Gazecie Wyborczej przyznał: „Do całego studium zgłoszono 1120 uwag. Z tego 186 uwzględniono w całości, a 447 w części. Czyli tak naprawdę ponad połowa uwag została przez prezydenta rozpatrzona pozytywnie”. Jakkolwiek szokująco by to nie zabrzmiało, uważam, że przyjęcie tak licznych poprawek było błędem miasta. Przede wszystkim należy przyjmować słuszne uwagi, które rzeczywiście wnoszą coś dobrego do planu. Nie powinno być ich więcej niż kilkanaście procent ze wszystkich złożonych opinii. W sytuacji takiej jaką mieliśmy obecnie, tworzą się konflikty ponieważ pewne osoby są niezadowolone, że spośród tak wielu zaakceptowanych uwag nie znalazły się ich własne. To też, jest jedną z przyczyn powstania stowarzyszenie „My Poznaniacy”, o którym głośno zrobiło się właśnie po zakończeniu tzw. konsultacji społecznych. Gdyby miasto przyjęło mniej uwag, ludzie myśleliby „no tak, nie było szans na przyjęcie mojej poprawki, trudno”, a tak ludzie zdają się mówić „była duża szansa na przyjęcie mojej poprawki; jest słuszna jak mało która, to musi być pomyłka, może została przypadkowo pominięta? Trzeba głośno o tym powiedzieć”. Brzmi to brutalnie, ale takie są socjologiczne realia zarządzania miastem; jeszcze raz powtórzę: przyjęte powinny być tylko najbardziej merytorycznie słuszne uwagi. Miasto chciało być za dobre dla swoich mieszkańców. Dało im palec, a teraz mieszkańcy dobierając się do całej ręki.

00:22, poznanczyk5 , Komentarz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 stycznia 2008
Studium.



18 stycznia w Poznaniu uchwalone zostało Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego miasta Poznań. Szerokim echem w poznańskich mediach odbijają się protesty pewnego grona ludzi zrzeszonych w stowarzyszeniu o prostej, acz bardzo górnolotnie brzmiącej nazwie „My Poznaniacy”.


Stosunkowo niewielka ilość osób za cel postawiła sobie jak najgłośniejsze manifestowanie swojego sprzeciwu wobec studium a więc i polityki przestrzennej władz miasta. Obrali przy tym najprostszą drogę: opanowanie poznańskiego forum gazeta.pl (przez co wydaje się, że jest ich niewiadomo jak dużo) oraz pikiety, transparenty w czasie obrad Rady Miasta. Osobiście starałem się nawet z nimi dyskutować, ale spasowałem, po prostu nie dało się. Ludzi ci zdają się być głusi na jakąkolwiek tłumaczenie. Jak mantrę powtarzają ciągle te same argumenty, które zresztą są absurdalne.

Wróćmy do samego pojęcia studium. Co to takiego? W myśl ustawy z dnia 27 marca 2003 roku, jest to jeden z dwóch, obok miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (MPZP), dokumentów stanowiących proces planowania przestrzennego w Polsce. O ile MPZP to akt szczegółowy, odnoszący się do niewielkiego obszaru, tak studium jest ledwie zarysem polityki przestrzennej całej gminy (miasta), zawierającym czynniki i ograniczenia rozwoju przestrzennego. Należy przy tym dodać, że studium nie jest prawnie wiążące! Jako zbiór informacji o gminie, nie może być podstawą do wydawania jakichkolwiek decyzji administracyjnych. Mówiąc inaczej: nie obowiązuje on ani mieszkańców, ani podmioty gospodarcze. Jedynym miejscem, w którym władze samorządowe muszą sięgać do studium jest dalszy proces planowania, a mianowicie tworzenie MPZM. Plan miejscowy (MPZG) musi bowiem być zgodny ze studium. MPZG jest już wiążący prawnie i każda niezgodność stanu rzeczywistego z planem, powoduje odpowiednie konsekwencje. Paradoks polskiego ustawodawstwa polega jednak na tym, iż o ile studium jest obowiązkowe, tak MPZG już nie. Dlatego też organ gminny musi uchwalić studium, a następnie może go nie respektować i nie spotka go za to żadna kara.
Mam nadzieję, że ktoś, coś z tego zrozumie :) .

Czego natomiast domagają się „My (Oni) Poznaniacy”? Trudno powiedzieć. Mają dość chaotyczne postulaty. Przede wszystkim sprzeciwiają się ograniczaniu zieleni w mieście, tworzeniu III ramy oraz domagają się ograniczenia ruchu samochodowego w centrum. Prawda, że chwytliwe? Szczególnie to pierwsze i ostatnie. A teraz wyjaśnienie: zieleń faktycznie będzie ograniczona, niemniej jednak będzie to miało miejsce na obrzeżach miasta, terenach dotychczas niezagospodarowanych. Należy brać pod uwagę, że Poznań się rozwija i potrzebuje nowych terenów pod inwestycje (chodzi tu głównie o mieszkaniówkę). Ograniczenie ruchu samochodowego w centrum: hmm władze właśnie o tym samym mówią. Głośno przecież o wyłączeniu z ruchu ulicy 27 grudnia, tworzeniu pieszych deptaków chociażby na całej długości ul. Wrocławskiej. Ku temu służyć ma również budowa III ramy. Ograniczając ruch w centrum należy stworzyć alternatywne drogi, którymi mieszkańcy mogli by równie szybko, jak przez samo centrum, dotrzeć do domów.

Z jednym natomiast zgadzam się ze stowarzyszeniem. Tak jak oni uważam, że należy ograniczyć wpływy deweloperów. Miasto powinno w większym stopniu wpływać na nich, wymagać konkretnych rozwiązań. A tak tworzą nam się osiedlowe buble. Należałoby iść w jakość, a nie w ilość. Okazuje się, że peerelowskie osiedla były lepiej rozplanowane niż te współczesne deweloperskie.

Zajmijmy się bilansem plusów i minusów. Czy warto było uchwalać studium? Jakie ono w gruncie rzeczy jest? Nie jest wybitne, ale nie jest też tak złe jak przedstawia to stowarzyszenie. Poznań musi się rozwijać, a bez studium byłoby to niemożliwe. Dlatego należało je uchwalić i chwała miejskim radnym, że to uczynili.

00:21, poznanczyk5 , Komentarz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 stycznia 2008
Poznań w górę!

Co nowego w Poznaniu? Pierwsze tygodnie nowego roku to zapowiedzi kolejnych inwestycji, a także potwierdzenie tych, o których już wcześniej się wspominało.

Zacznijmy od wieżowca Wechty, który ma stanąć przy alei Niepodległości w sąsiedztwie Akademii Ekonomicznej. Projekt budynku, który zaprojektował Danel Libeskind miał ujrzeć światło dzienne podczas odbywającej się właśnie w Poznaniu BUDMY. Niestety będziemy musieli uzbroić się w cierpliwość, wciąż nie wiadomo bowiem jak wysoki będzie to wieżowiec. Od pewnego czasu trwają właśnie o to targi między inwestorem, a urzędem lotniczym. Przypomnę jeszcze raz: ścisłe centrum Poznania znajduję się dokładnie na ścieżce podchodzenia samolotów do lądowania na Ławicy. Stąd też, nie można w tym jak i w wielu innych miejscach budować dowolnie wysokich budynków. Mówiło się, że Wechta była gotowa postawić budynek 150 metrowy. Urząd Lotnictwa Cywilnego wydał zgodę na 105 metrów. Podobno udało się wytargować 112 metrów, a nieoficjalnie mówi się nawet o 130 metrach. Ale to tajemnica, więc cicho sza.

Kolejnym wysokościowcem w Poznaniu najprawdopodobniej będzie, nieco zapomniany już, Silver Tower. Uzupełni on kompleks wieżowców na placu Andersa. Inwestorem będzie Von der Heyden Group, ta sama firma, która wybudowała sąsiednie Poznań Financial Center oraz Andersia Tower. Wysoki na 116 metrów budynek zaprojektuje pracownia Ewy i Stanisława Sipińskich (autorzy m.in. dwóch wspomnianych wcześniej budynków, a także Mostu Dworcowego, czy dworca autobusowego na Ratajach). O Silver Tower głośno było już od kilku lat, jednak nic w tej sprawie się nie działo. Inwestor przewiduje, że wieżowiec powstanie nie wcześniej niż w 2012 roku.

W zeszłym tygodniu w prasie pojawiła się informacja, iż terenami zajmowanymi obecnie przez Zakład Naprawy Taboru Kolejowego zainteresowana jest arabska firma Limitless. Dla inwestora pieniądze nie stanowią żadnej przeszkody. Firma znana jest z tworzenia unikalnych projektów, realizuje m.in. słynną wyspę palmę w Dubaju. W swoich projektach Limitless łączy funkcje mieszkaniowe, rozrywkowe i biurowe. Inwestycja ta mogłaby stać się świetnym zaczątkiem do realizacji nowego centrum biznesowego Poznania, które w naturalny sposób powinno znaleźć się na Wolnych Torach. Na razie pozostaje co najwyżej trzymać kciuki. Nic nie zostało jeszcze ustalone, wiadomo że przedstawiciele arabskiej firmy minimum kilka razy kontaktował się z władzami miasta i ZNTK. Wiadomo także, że apetyt na ten teren ma jeszcze kilku innych zagranicznych inwestorów.

Na sam koniec jeszcze jedna ciekawa informacja. W lutym najprawdopodobniej ujawni się kolejny inwestor gotów wybudować nowy wieżowiec w Poznaniu. Nieoficjalnie mówi się, że miałby być znacznie wyższy zarówno od Wechty Tower jak i Silver Tower.

23:42, poznanczyk5 , Komentarz
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 stycznia 2008
Domki budnicze i ulica Woźna [1]


„Przeszłość” to nowa kategoria, w której będę umieszczał wpisy dotyczące historii Poznania, a także zabytków znajdujących się w naszym mieście. Zdaje się bowiem, że dzieje miasta najlepiej jest poznawać właśnie poprzez opis budynków. To właśnie w nich zapisana jest przeszłość, a po przez ich dostępność i bliskość najłatwiej jest ją odczytać. Chciałbym przedstawić Poznań i jego zabudowę w sposób jak najbardziej atrakcyjny, odkrywając wiele tajemnic i ciekawostek, a unikając jednocześnie suchych encyklopedycznych opisów.

Zastanawiałem się długo nad tym od czego powinienem zacząć ten cykl. W sposób oczywisty nasuwał się Ratusz, albo Katedra. Wydaje się, że są to najbardziej znane poznańskie budynki, dlatego zajmę się nimi w później. W pierwszym odcinku opiszę Domki Budnicze.

Na początku należy wspomnieć, że Rynek pełnił niegdyś inne funkcje niż obecnie. Było to realne centrum miasta, tu odbywał się codziennie targ, tu zjeżdżali kupcy z całej okolicy by handlować swoimi produktami. W miejscu dzisiejszych domków budniczych znajdowały się zwykłe drewniane budy, w których sprzedawane były przede wszystkim śledzie i sól (a także m.in. świece, pochodnie, czy szkło). Wraz z czasem wspomniane budy oddano w użytkowanie kupcom. Ci natomiast czynili coraz więcej starań, by estetyką kramów zachęcić mieszkańców do zakupów. I tak powstały pierwsze murowane ganki wsparte na kolumnach. Około 1535 roku wszystkie budy miały już podobną konstrukcję. Zaradni właściciele zaczęli dobudowywać mieszkania nad swoimi straganami. Mimo, iż nie byli to najbogatsi kupcy (ci, swoje sklepy mieli w bocznych kamienicach), żaden nie chciał odstępować drugiemu. Dlatego też, jak jeden wybudował kolejne piętro, drugi niejako zmuszony był zrobić to samo. Tak też powstały charakterystyczne, wąskie dwu-trzy piętrowe kamieniczki. Od początku XVIII wieku podcienie ciągnące się przez cały rząd domków zaczęto zamurowywać. Kamienice zmieniały swoich właścicieli, przy czym ich dolna część cały czas była przeznaczana na handel. Kres tej działalności przyniosła dopiero II wojna światowa. Domki budnicze zostały kompletnie zniszczone podczas bombardowań Poznania. Po wojnie postanowiono odbudować kamienice w stanie jaki prezentowały przed XVIII wiekiem, a więc z renesansowymi podcieniami. Podczas rekonstrukcji odkryto wiele oryginalnych detali, które odpowiednio wyeksponowano. W latach 1953-1961 domki zostały pokryte polichromią wg projektu Zbigniewa Bednarowicza. Obecnie w podcieniach można zakupić pamiątki i inne drobiazgi związane z Poznaniem


Na wprost domków budnicznych ze Starego Rynku wychodzi ulica Woźna. Ulica nietypowa, z niezwykle burzliwymi a zarazem ciekawymi dziejami. Jak sama nazwa wskazuje mieszkał na niej miejski woźny. Także tutaj, tylko że nieco dalej, w baszcie muru obronnego zamieszkiwał miejski kat. Oprócz tego, ulica Woźna była siedzibą prostytutek. Domy publiczne znajdowały się aż do początków XX wieku. Smaczku tej ulicy dodaje niezwykle specyficzny „zapach”, który niegdyś tu panował. Jak już wcześniej było wspomniane, w drewnianych budach sprzedawane były śledzie. Pod koniec dnia kupcy sprzątając swoje stragany spłukiwali pozostałości po rybach wprost do Warty. Najkrótsza droga prowadziła właśnie przez ulicę Woźną, na końcu której znajdował się specjalny otwór, kanał w murze miejskim.

piątek, 11 stycznia 2008
Poznań z kosmosu.



W ostatnim czasie Poznań wreszcie doczekał się całkiem porządnego zdjęcia satelitarnego na Google Earth. Do tej pory Poznań wyglądał dość blado, a żeby być ścisłym należałoby napisać niewyraźnie. Zresztą pozostałość starego zdjęcia wciąż można "podziwiać" na prawym brzegu Warty. Na szczęście lewy brzeg, a więc całe centrum, prezentuje się już całkiem nieźle. Ze spokojem można dostrzec samochody jeżdzące po ulicach, czy rozróżnić parasole ogródków na Starym Rynku. Niestety zdjęcie jest dosyć stare, conajmniej sprzed 2004 roku. Trwa na nim budowy m.in. pierwszej części Starego Brawaru, czy Mostu św. Rocha.

Nieco młodsze jest natomiast zdjęcie, które można oglądać na stronach poznańskiego magistratu (przeglądając plan miasta należy wybrać opcję "z lotu ptaka"). Pochodzi z 2006 roku.
00:06, poznanczyk5 , Komentarz
Link Komentarze (1) »
środa, 09 stycznia 2008
Dla kogo przestrzeń miejska?

Do 2012 roku planowana jest budowa przejścia podziemnego od Mostu Dworcowego do wejścia głównego Międzynarodowych Targów Poznańskich – donosi wtorkowy Głos Wielkopolski.

Kilka przecznic dalej, wraz z planowaną przebudową skrzyżowania ulic Królowej Jadwigi - Dolna Wilda również powstać ma przejście podziemne. Najbardziej śmiałe koncepcje zakładały podziemny tunel aż do ulicy Krakowskiej (okolic wejścia do Starego Browaru). Kto kiedykolwiek tamtędy szedł wie, że tamtejsze przejścia nie należą do najszczęśliwszych. Na Królowej Jadwigi zawsze stoi tłum pieszych, na Krakowskiej czeka się w nieskończoność, a na Moście Dworcowym jest bardzo mało miejsca, ciężko pomieścić się przed pasami, zwłaszcza przy przystanku tramwajowym.

Wydawałoby się, że jest to rozwiązanie optymalne, zarówno dla pieszych, jak i dla samochodów. Ja jednak, obecną infrastrukturę dostosowałbym do potrzeb pieszych, ograniczając jednocześnie ruch samochodowy. Dlaczego bowiem ludzie mają ustępować pojazdom? Dlaczego ludzi spycha się pod ziemię? Wszak Poznań, zgodnie z nowo powstałym studium promować ma m.in. ruch pieszy. Tymczasem miasto zamierza budować kolejne przejścia podziemne w centrum, nie będące niczym innym niż tunelem tranzytowym dla ludzi. Zamyka się ludzi w długiej, wąskiej, najczęściej nie zachęcającej swoim wyglądem przestrzeni. Tymczasem nowoczesne europejskie trendy w urbanistyce główny nacisk kładą na przywracaniu, czy też otwieraniu miasta na ludzi. Odchodząc od wszelkich przeszkód architektonicznych (a więc i przejść podziemnych) zmiejszając ruch kołowy w centrach, tworzy się duże połacie wolnej przestrzeni ograniczonej tylko i wyłącznie śródmiejską zabudową.

Przeprowadziłbym eksperyment. Nad istniejącym tunelem podziemnym wymalowałbym przejście dla pieszych. Które będzie bardziej uczęszczane? Zdecydowanie to drugie.

Czy zatem przejścia podziemne są złe? Oczywiście, że nie, ale nie wszędzie. Występują takie miejsca, gdzie bilans zysków i strat zdecydowanie promuje tego typu rozwiązania. Są to przede wszystkim przejścia przez tory kolejowe, czy przez drogi „przelotowe” o charakterze tranzytowym, mające najczęściej podwyższoną dozwoloną prędkość. Ze zrozumiałych względów w centrum miasta dla takich dróg nie ma miejsca.

Nikt chyba nie czerpie większej satysfakcji ze spaceru podziemnym przejściem niż typowo miejską ulicą. Po to przecież wykształciła się architektura, by ludzie mogli ją podziwiać. Nie można zabronić nam swobodnego poruszania się po pierzejach ulic. Należy zdać sobie sprawę, że miasto to ludzie. Przede wszystkim ludzie.

niedziela, 06 stycznia 2008
Konferencja konferencji nierówna

Pod koniec tego roku w Poznaniu odbędzie się XIV Konferencja Klimatyczna ONZ. Konferencja Stron Konwencji Klimatycznej, bo tak brzmi pełna nazwa, gromadzi corocznie ponad 10 000 ludzi z całego świata.

Jak sama nazwa wskazuje, konferencja dotyczy zmian zachodzących w ziemskim klimacie. Dokładniej rzecz ujmując, obradujący przedstawiciele 180 państw zastanawiają się jak zapobiec efektowi cieplarnianemu. Za swój główny cel obrali redukcję emisji tzw. gazów cieplarnianych, czyli m.in. dwutlenku węgla, metanu, freonu, czy tlenku azotu.

Warto poświęcić odrobinę miejsca i wyjaśnić, czym tak naprawdę jest globalne ocieplenie. Czytelnik nie zainteresowany tym zagadnieniem może opuścić ten akapit, dalej będzie już o Poznaniu. W dziejach Ziemi na przemian występowały okresy chłodne (co skutkowało np. zlodowaceniami) oraz gorące. W chwili obecnej nasza planeta wkracza w okres ocieplenia klimatu i jest to jak najbardziej naturalny proces. Niemniej jednak wzmożona emisja gazów cieplarnianych (gazy te emitowane do atmosfery, powiększają jej naturalną chłonność energii słonecznej) zwiększa intensywność i gwałtowność zjawiska ocieplenia. Nie można zatem przewidzieć jakie będą dalsze tego efekty. Dlatego z całą pewnością można stwierdzić, że działalność człowieka jest szkodliwa dla klimatu i należy ją ograniczać.

W 1997 roku na takiej konferencji uchwalono „Protokół z Kioto”. By jednak nie było aż tak słodko, trzeba napisać, że na podobne porozumienie w Poznaniu nie ma szans. Okazuje się, że o wszystkim decyduje wielka, światowa polityka. Tuż przed poznańską konferencją, w Stanach Zjednoczonych odbędą się wybory prezydenckie. Nowo wybrany prezydent będzie miał za mało czasu na tego typu decyzje, a bez USA nic nie zostanie uchwalone. Zwłaszcza, że gra toczy się o to, by Stany wreszcie uchwaliły traktat z Kioto.

Jasno z tego wynika, że Konferencja Klimatyczna w Poznaniu, będzie miała czysto roboczy charakter, a ewentualne porozumienie możliwe jest najwcześniej w 2009 roku w Kopenhadze. Z tego też względu o następną konferencję ubiegały się duże, uznane miasta, stąd decyzja o tym, kto będzie gospodarzem w 2009 roku zapadła dużo wcześniej, niż ta o przyznaniu Poznaniowi konferencji. Natomiast w staraniach o tegoroczne spotkanie z Poznaniem konkurował… Wrocław. Okazuje się, że konferencja konferencji nierówna.

Nie zmienia to jednak faktu, że w tym roku w grudniu do Poznania przyjedzie kilku tysięczny tłum naukowców i polityków, a relacje na cały świat nadawać będzie kilkadziesiąt telewizji. Tak wielkiej imprezy Poznań jeszcze nie organizował. To prawdziwy sprawdzań dla miasta, które reklamuje się jako centrum kongresowe.

12:54, poznanczyk5 , Komentarz
Link Dodaj komentarz »